TO TAKŻE MÓJ DOM – opowiadanie Kasi Borowiec


         TO TAKŻE MÓJ DOM 
 

Zbliżał się dzień, kiedy Kasia miała zobaczyć swój pierwszy dom,  w którym mieszkała jako całkiem mała dziewczynka. Wielokrotnie rodzice opowiadali jej o tym miejscu, w którym mieszkają głównie dorośli, duzi ludzie, którzy podobno bez przerwy się uczą. Ona też się uczyła, w szkole podstawowej, ale żeby tak ciągle, to jakoś nie mogła sobie tego wyobrazić.

         Podróż tramwajem szybko się skończyła i oto Kasia stanęła naprzeciw dużego, dziwnego budynku, na którym wisiał duży napis: „ŻACZEK” dom studencki.

--To tutaj. - rzekł tata - Jesteśmy na miejscu. - i podał córce rękę.

Weszli do środka. Na portierni przywitał ich brodaty, zarośnięty recepcjonista. Tata uśmiechnął się do niego, on podał mu rękę i z radością krzyknął do Kasi:

--Witamy w domu!

Kasia była bardzo zdziwiona, że ktoś ją jeszcze tutaj pamięta, przecież na dziesięć lat swojego życia, tutaj, spędziła tylko dwa pierwsze.

         Pokój, w którym mieszkali znajdował się na pierwszym piętrze, oznaczony był numerem 170. Obecnie mieszkali w nim znajomi rodziców. Zapukali, a po za proszeniu weszli do wewnątrz i zaczęli oglądać pomieszczenie, w którym kiedyś mieszkali. W pewnym momencie, Kasia podniosła głowę i szepnęła tacie do ucha:

--Tato ja chcę do toalety.
--Dobrze, zaprowadzę Cię.- powiedział.

--Nie tato, przecież ja pamiętam gdzie jest toaleta. - odrzekła Kasia.

         Ojciec spojrzał na córkę ze zdziwieniem i zaciekawieniem. Zrozumiał,   że Kasia, tak jak każde dziecko, chce pokazać, że „wszystko wie i pamięta”. Tymczasem, córka szybko wybiegła na korytarz i zaczęła szukać drzwi            ze znanym dla niej znakiem kółeczka. Po chwili aż krzyknęła z radości - Jest!

         Gdy wyszła na korytarz popędziła do taty. Przebiegła dwadzieścia, później kolejne trzydzieści kroków, potem jeszcze więcej, a pokoju jej dzieciństwa nie było. Zaniepokojona, stanęła i pobiegła w drugą stronę. Jakie było jej zdziwienie kiedy okazało się, że w drugim kierunku, też nie ma taty. Duma nie pozwalała jej krzyczeć, bo to przecież głupio zgubić się we własnym domu. -- No przecież ja mam dziesięć lat, nie mogę się tak po prostu zgubić. -pomyślała i szukała dalej pokoju i taty. 

 

         ŻACZEK o czym Kasia już nie pamiętała, oprócz monumentalnego, przedwojennego wyglądu posiada też ciekawy kształt architektoniczny. Zbudowany jest na podstawie koła, chodząc więc korytarzami zawsze dojdziemy do punktu wyjścia. W środku, jest dziedziniec, który tworzy tzw. studnię, w której rozchodzi się echo, przez co nawet na ostatnim piętrze budynku słychać najmniejszy szept rozmów dobiegających z dołu. Budowę akademika rozpoczęto w 1924 r., w obecności marszałka Józefa Piłsudskiego, który położył kamień węgielny, a obecnie budynek ten zaliczany jest do zabytków architektury Krakowa. Ostatnio ŻACZEK obchodził 80-tą rocznicę istnienia.

 

         Przez kilka minut przerażona dziewczynka krążyła w kółko, nie będąc wstanie odnaleźć drogi powrotnej. W jej oczach zaczęły pojawiać się pierwsze łzy. Usiadła załamana na progu przy drzwiach jakiegoś pokoju. Rozglądnęła się. Wokoło nie było nikogo, tylko niekończąca się ilość drzwi do pokojów studenckich, prowadzących w jednym i drugim kierunku korytarza.

Ukryła twarz w dłoniach. - Już po mnie. - pomyślała - Nikt mnie tutaj nie odnajdzie.

         W pewnym momencie, coś dotknęło jej dłoni, jeszcze bardziej przerażona podniosła głowę do góry. Szybko się jednak uspokoiła. Obok niej stał mały chłopczyk, który w lewej rączce trzymał zniszczony już od zabawy samochodzik.

--Czemu płaczesz? -  zapytał .
--Zgubiłam się chyba.- odparła.
--A w którym pokoju mieszkasz?- zapytał.

--Nie mieszkam tu. W Żaczku mieszkałam kiedyś, to był mój pierwszy dom - teraz się zgubiłam, a tata czeka na mnie w pokoju 170 - odrzekła ze smutkiem Kasia.

--Chłopczyk się uśmiechnął i rzekł: --To jest też mój dom. Mieszkam w pokoju 157. Chodź ze mną.

         Chłopczyk wziął za rękę Kasię i poprowadził ją w znanym sobie kierunku. Po chwili ich oczom ukazał się pokój numer 170, a przed nim stał tata. Na jego twarzy nie było widać zdenerwowania i niepokoju, a może tylko udawał, aby nie sprawić córce przykrości, która twierdziła, że „zna w tym budynku każdy zakątek”. Chłopczyk puścił rękę Kasi i odprowadził ją wzrokiem aż do samych drzwi pokoju, który kiedyś był jej domem. Kasia odwróciła się do niego i krzyknęła: Dziękuję!

Ale malca już nie było.
 

                                                                                        Katarzyna Borowiec

                                                                                        IV D

                                                                                        Szkoła Podstawowa nr 90 w Krakowie